-Idziesz Beatrice?-spytał Tobias wyciągając do mnie rękę.
-Pewnie, że tak-mówiąc to złapałam jego dłoń. Dogoniliśmy resztę naszej paczki.
-Wyglądasz, jakbyś była niewyspana-stwierdziła Annie.
-Nie, nie jestem-rzuciłam.
A jednak byłam. Wczoraj do późna biegałam. Musiałam oderwać się od swoich myśli, a tylko bieganie mi na to pozwalało. A później myślałam o tym, ile mam do ukrycia, o tym, że nikt nic o mnie nie wie.
-A wy?-spytałam, żeby odwrócić od siebie uwagę znajomych.-Co wczoraj robiliście?
-Ja i Alice byłyśmy na basenie-powiedziała z uśmiechem Annie.
-A my z Marcusem graliśmy w bilarda u niego w domu-rzucił Harry.
-A ty Tobias?-spytała Alice.
-Playstation, telewizja, tenis, to co zwykle-mrukną Tobias, mój chłopak.
Chodziłam do nowej szkoły dopiero od dwóch tygodni i już miałam chłopaka. Tobias był lubiany. Skupiał wokół siebie paczkę przyjaciół. Należeli do niej ci najbogatsi, co nieco komplikowało mi sprawę, ale dopóki znajdowałam w szafie markowe ciuchy, które jeszcze całkiem nie wyszły z mody, mogłam być spokojna.
Wkrótce całą klasą dodarliśmy pod pracownie matematyczną. Muszę przyznać, że jestem naprawdę kiepska z matematyki. W ogóle nie idą mi przedmioty ścisłe, a na tej lekcji mieliśmy mieć kartkówkę. Chwilę po dzwonku z grupą innych uczniów przecisnęliśmy się przez drzwi klasy. Kiedy weszliśmy do sali Tobias pocałował mnie przelotnie i ruszył do swojej ławki, a ja do swojej. Na moje nieszczęście siedziałam w pierwszym rzędzie, miałam mniej okazji do ściągania, a ono było moją ostatnią deską ratunku na tej kartkówce. Może uda się coś podpatrzeć od Kate, z którą siedziałam. Dostaliśmy kartki. Na szczęście były na nich odpowiedzi A, B, C, więc może chociaż część udało mi się trafić. Po lekcji wyszliśmy całą grupą na dziedziniec. Całą grupą to znaczy Tobias, Annie, Alice, Marcus, Harry i ja. Najbardziej z nich wszystkich lubiłam Alice, ale i to było względne. Właściwie nikogo z nich nie lubiłam. Wszyscy mięli bogatych rodziców. Wszyscy wyjątkowo wyglądali. I wszyscy w wyjątkowo odrzucający sposób posługiwali się i jednym i drugim-pieniędzmi i wyglądem.
Może i nie powinnam ich oceniać, bo jeszcze jakiś czas temu sama byłam podobna do nich. Jednak teraz wydaje mi się to obrzydliwe.
-O czym myślisz?-spytał mój chłopak.
-O teście z biologii-odparłam.
-Ach-mruknął tylko i pocałował mnie przeciągle.
-Błagam, nie róbcie tego publicznie-jęknął Marcus, jednak Tobias nic sobie z tego nie robił i dalej mnie całował. Po chwili oderwałam się od niego.
-Jestem głodna-stwierdziłam i wyjęłam z torby kanapkę z wędliną. Zaczęłam ją powoli jeść. Gdy skończyłam udałam się do kosza, by wyrzucić folię, w którą kanapka była zawinięta i wepchnęłam sobie do buzi dwie miętowe gumy. Kiedy usiadłam na kolanach Tobiasa zauważyłam Nikiego. Wiedziałam, że nie wolno mi nawet na niego jawnie patrzeć, więc starałam się to robić bardzo dyskretnie, ale nie potrafiłam oderwać swoich brązowych oczu od jego idealnie błękitnych tęczówek. Postanowiłam spytać o niego Tobiasa. Bo nadal nie miałam pojęcia co takiego skrywa ten chłopak i dlaczego wszyscy schodzą mu z drogi.
-Tobias, o co chodzi z tamtym chłopakiem?-mówiąc to dyskretnie wskazałam w jego stronę. Uśmiech, który jeszcze przed chwilą zdobił twarz mojego chłopaka zniknął, a on sam znieruchomiał.
-Powiem ci, ale nigdy więcej o nim nie mów, nie pytaj o niego. To jest Niki. Jakiś czas temu zmarła jego matka, a on wdał się w nieciekawe towarzystwo i zaczął się bardzo dziwnie zachowywać, a odkąd miał sprawę w sądzie i pobił jakiegoś dzieciaka wszyscy schodzą mu z drogi. Wiesz co chciałaś wiedzieć, a teraz żadnych pytań-powiedział głosem wyzutym z emocji.
-Ale co to znaczy, że zaczął się dziwnie zachowywać?-mimo wszystko spytałam.
-Powiedziałem, żadnych pytań. Nie myśl o tym-tutaj zrobił dłuższą pauzę.-Takie piękne i idealne dziewczyny jak ty nie powinny zawracać sobie głowy takimi dziwakami-ostatnie słowo powiedział swoim dawnym tonem, a uśmiech wrócił. Po chwili wdał się w dyskusję z resztą grupy. Wszyscy zachowywali się tak, jakby tej rozmowy w ogóle nie było. Myślałam o tej sprawie cały dzień, dlatego reszta lekcji minęła mi niepostrzeżenie szybko. Do domu wracałam wraz z resztą paczki autobusem, ponieważ nikt z nas nie miał jeszcze prawa jazdy. Tobias i Markus wysiedli przystanek wcześniej ode mnie, Alice, Annie i Harrego. Ta trójka przyjaciół mieszkała praktycznie obok siebie. Ja skręciłam kilka ulic wcześniej, do nowego osiedla apartamentowców. Kiedy upewniłam się, że nikt ze znajomych mnie nie widzi przeszłam przez most, który prowadził do parku, a ten z kolei kończył się przy jednym z blokowisk, w którym teraz mieszkam. Weszłam na najwyższe piętro i otworzyłam drzwi do mieszkania. Zastałam w nim...
_________________________
Przepraszam, że tak kończę, ale nie mogłam się powstrzymać ;) Liczę na wasze komentarze :) Pisać dalej??
Death, lies, secrets - this is my live ...
niedziela, 31 sierpnia 2014
PROLOG
Moje dotychczasowe życie to jedno wielkie pasmo nieszczęść. Moje życie to śmierć, rozpacz, cierpienie. Moje dawne "ja" odeszło, zostało zamordowane. Mam dosyć tego wszystkiego, mam dość bólu. Dlatego postanawiam zniknąć z tamtego świata. Emilia Prior odchodzi.
Dziś mój pierwszy dzień w nowej szkole. Denerwuję się, nie wiem jak ludzie przyjmą Beatrice Roth. Wchodzę na dziedziniec. To właśnie on pierwszy rzucił mi się w oczy. Zauważyłam go, zanim zobaczyłam kogokolwiek innego. Natychmiast się zakochałam. Wiedziałam jednak, że mnie na niego nie stać. Bo jest zbyt piękny, zbyt samotny, bo skrywa w sobie jakąś tajemnicę. Tak, nie mogłam pozwolić sobie na Nikiego.
Oprowadzała mnie Marlene, moja nowa koleżanka. Pokazywała mi stołówkę, toalety, najróżniejsze pracownie. Marlene lubiła mówić. Zauważyłam to już po pierwszej minucie naszej znajomości. Jak wiadomo, kto dużo mówi, ten chce również dużo wiedzieć. Choćby Marlene była nie wiem jak fajna czy miła, musiałam ją skreślić z listy potencjalnych przyjaciółek.
Nawijała o wspaniałym sprzęcie w pracowniach, kiedy zobaczyłam jego. Stał samotnie pośród wszystkich. A kiedy mówię samotnie mam na myśli coś w rodzaju... pola siłowego, niewidzialnej granicy, której nikt nie ośmielał się przekroczyć. Albo nie chciał tego robić...
Wyglądał wspaniale. Miał na sobie dżinsy, bordową bluzę z kapturem, skórzaną kurtkę. Spod czapki wymykały się jego ciemne, kręcone włosy. Miał niebieskie oczy. Ale nie takie mdłe, bądź szaro-niebieskie, tylko najbardziej niebieskie oczy jakie kiedykolwiek widziałam. Ach i jeszcze kolczyk w dolnej wardze, w lewym kąciku ust. Nie zdawałam sobie sprawy, że przystanęłam i gapiłam się na niego, dopóki Marlene nie zamachała mi ręką przed oczami.
-Co jest?
Zamrugałam.
-Kto to jest?-spytałam po chwili.
-Kto?Tamten?-Marlene podążyła za moim wyciągniętym palcem-Och-powiedziała to takim tonem, że aż się wzdrygnęłam-Od niego trzymaj się lepiej z daleka.
-Czemu?-nie rozumiałam.
-To jest Niki. Niki jest...-zaczęła.-Sama nie wiem. Jest przystojny, to prawda-zamilkła.-Sama się przekonasz. A teraz chodź. Mam ci jeszcze sporo do pokazania.
Dziś mój pierwszy dzień w nowej szkole. Denerwuję się, nie wiem jak ludzie przyjmą Beatrice Roth. Wchodzę na dziedziniec. To właśnie on pierwszy rzucił mi się w oczy. Zauważyłam go, zanim zobaczyłam kogokolwiek innego. Natychmiast się zakochałam. Wiedziałam jednak, że mnie na niego nie stać. Bo jest zbyt piękny, zbyt samotny, bo skrywa w sobie jakąś tajemnicę. Tak, nie mogłam pozwolić sobie na Nikiego.
Oprowadzała mnie Marlene, moja nowa koleżanka. Pokazywała mi stołówkę, toalety, najróżniejsze pracownie. Marlene lubiła mówić. Zauważyłam to już po pierwszej minucie naszej znajomości. Jak wiadomo, kto dużo mówi, ten chce również dużo wiedzieć. Choćby Marlene była nie wiem jak fajna czy miła, musiałam ją skreślić z listy potencjalnych przyjaciółek.
Nawijała o wspaniałym sprzęcie w pracowniach, kiedy zobaczyłam jego. Stał samotnie pośród wszystkich. A kiedy mówię samotnie mam na myśli coś w rodzaju... pola siłowego, niewidzialnej granicy, której nikt nie ośmielał się przekroczyć. Albo nie chciał tego robić...
Wyglądał wspaniale. Miał na sobie dżinsy, bordową bluzę z kapturem, skórzaną kurtkę. Spod czapki wymykały się jego ciemne, kręcone włosy. Miał niebieskie oczy. Ale nie takie mdłe, bądź szaro-niebieskie, tylko najbardziej niebieskie oczy jakie kiedykolwiek widziałam. Ach i jeszcze kolczyk w dolnej wardze, w lewym kąciku ust. Nie zdawałam sobie sprawy, że przystanęłam i gapiłam się na niego, dopóki Marlene nie zamachała mi ręką przed oczami.
-Co jest?
Zamrugałam.
-Kto to jest?-spytałam po chwili.
-Kto?Tamten?-Marlene podążyła za moim wyciągniętym palcem-Och-powiedziała to takim tonem, że aż się wzdrygnęłam-Od niego trzymaj się lepiej z daleka.
-Czemu?-nie rozumiałam.
-To jest Niki. Niki jest...-zaczęła.-Sama nie wiem. Jest przystojny, to prawda-zamilkła.-Sama się przekonasz. A teraz chodź. Mam ci jeszcze sporo do pokazania.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)